|
Strona 1 z 2 - Dzięki Beenhakkerowi uwierzyliśmy we własne możliwości. Potrafimy dużo i udowodnimy to na Euro - zapowiada jedno z odkryć holenderskiego selekcjonera Paweł Golański. Na rozpoczetym w poniedziałek zgrupowaniu musi rywalizowac o miejsce w kadrze z Marcinem Wasilewskim. - Nie życzę mu źle, ale to jasne, że wolałbym sam grać w reprezentacji - mówi piłkarz.
W ocenie rumuńskiej prasy należysz do najważniejszych piłkarzy Steauy Bukareszt. Ostatnie miesiące możesz chyba więc zaliczyć do udanych? - Zdecydowanie tak. Drugą część sezonu miałem zdecydowanie lepszą niż pierwszą. Przyczyn wcale nie szukałbym w problemach z aklimatyzacją, bo po transferze miałem pewne miejsce w pierwszej jedenastce. Dopiero po powrocie z jednego meczu reprezentacji usiadłem na ławce. Moim zdaniem całkowicie niezasłużenie. Wtedy też pojawiły się wypowiedzi prezesa Gigiego Becaliego o tym, że powinienem grać ofensywniej. W zimie przepracowałem jednak cały okres przygotowawczy, zdrowie mi dopisywało, więc mogłem pokazać, co potrafię. I chyba nie wyglądało to najgorzej. Podobno rumuńscy lekarze dokonali cudu i wyleczyli Golańskiego ze wszystkich dolegliwości. - Pod koniec roku przeszedłem szczegółowe badania i odkryto, że mam pewne problemy z kręgosłupem. Być może było to powodem moich częstych kontuzji. Po wyleczeniu tej dolegliwości nie mam żadnych problemów ze zdrowiem. Odpukać. Do pełni szczęścia brakuje właściwie tylko jednego - podstawowego miejsca w reprezentacji Polski. Masz trzy tygodnie na to, żeby wygryźć ze składu Marcina Wasilewskiego.
- Mam swoje ambicje i chcę grać w reprezentacji. Jednak układ jest zdrowy - rywalizacja na treningach, a potem normalne koleżeństwo. Nigdy nie będę życzyć Marcinowi źle, obaj jesteśmy członkami drużyny. Ale to chyba oczywiste, że wolałbym, żeby w pierwszej jedenastce znajdowało się nazwisko Golański. Zrobię wszystko, by tak było. Mistrzostwa Europy będą dla ciebie pierwszą wielką imprezą, w której weźmiesz udział. Trema? - Lepsze określenie to dreszczyk emocji. To naprawdę wielka sprawa, będziemy uczestnikami historycznej chwili. Polska przecież nie grała jeszcze w mistrzostwach Europy. Nie możemy zawieść kibiców. Za wyniki nie ręczę, ale za postawę tak - damy z siebie wszystko.
Czego można spodziewać się po występie naszej reprezentacji? - Plan minimum to wyjście z grupy i musimy to zrealizować. Gdybym miał jednak odpowiedzieć na pytanie: Po co jedziemy na Euro, odpowiedziałbym: Po mistrzostwo. Kibice mogą różnie to odbierać - zawodnik tylko tak mówi, żeby pokazać, że wierzy w zespół. Ale ja naprawdę tak myślę i każdy powinien myśleć tak samo. Bez tego wyjazd na mistrzostwa nie ma sensu.
Kibice mogą być szczególnie podejrzliwi, bo w ostatnim spotkaniu z USA nie zachwyciliście. - Nie ma co ukrywać, że mecz nam po prostu nie wyszedł. Wszyscy graliśmy źle. Chyba nie ma zawodnika, który byłby choć trochę zadowolony z własnej dyspozycji w tym spotkaniu. Na szczęście taki mecz przydarzył nam się w dobrym momencie, bo było to w końcu tylko spotkanie towarzyskie. Nie róbmy z tego meczu tragedii. My doskonale wiemy, że zawiedliśmy, ale wyciągnęliśmy już wnioski z tej wpadki. Austria jest teoretycznie dużo słabsza od Polski, ale Chorwacja i Niemcy do łatwych przeciwników nie należą. Zbigniew Boniek przekonuje, że trudniejszym rywalem będą Chorwaci. Podzielasz jego obawy? - Przede wszystkim Austriacy nie będą wcale łatwymi rywalami. Nie chciałbym też mówić, kto jest lepszy. Podchodzę do tego w prosty sposób - to są ludzie tacy jak my. Nie mamy naprawdę kogo się obawiać. Ja nawet wolę grać z lepszymi zespołami. Dodatkowo się mobilizuję i gram na jeszcze większych obrotach.
|