|
Strona 2 z 2 Co będzie atutem Polski na tych mistrzostwach? - Zaangażowanie. To naprawdę wspaniałe, jak potrafimy dać z siebie maksimum energii i walczyć o każdą piłkę. To jest cały mechanizm - widzę, że kolega nie odkłada nogi, to sam gram podobnie. Dzięki temu potrafimy samą walką dużo zdziałać. Wiadomo, że największa w tym zasługa Beenhakkera, dzięki któremu uwierzyliśmy w siebie. Selekcjoner stworzył też rodzinną atmosferę w reprezentacji i każdy przyjazd na zgrupowanie jest czystą przyjemnością.Co ma takiego ten Holender, że moglibyście za nim skoczyć w ogień? - Umie każdego zmobilizować. Facet pracował z wielkimi gwiazdami i zawsze sobie z nimi radził. Teraz te doświadczenia procentują, i to widać na każdym kroku. Pamiętam, jak rozmawiał ze mną po meczu z Kazachstanem. Byłem niezadowolony z występu, popełniłem kilka błędów. Potem mieliśmy grać z Portugalią. Mówił, że to, co było, to było. Nie zapominać, wyciągać wnioski, ale nie przejmować się tym. Leo tak wpłynął na moją podświadomość, że następnego dnia zagrałem dobry mecz z Portugalczykami. Inny przykład to pierwszy mecz z Finlandią. Media niemal zniszczyły Kubę Błaszczykowskiego po tym spotkaniu. Żądały nawet wyeliminowania go z kadry. Co zrobił Beenhakker? Uciął krytykę. Powiedział, że to on jest selekcjonerem, i to on będzie dobierał ludzi do zespołu. Kto miał rację? Właśnie takimi decyzjami buduje się szacunek u ludzi. Rumunia podobnie jak Polska zagra na Euro. Chyba rozmowy o mistrzostwach są tematem przewodnim w Bukareszcie? - Nie da się ukryć, często o tym mówimy. Rumunia ma trochę pecha, bo trafiła do grupy śmierci. U nich nie ma już takiego optymizmu jak u nas. Dla nich wyjście z grupy jest marzeniem. Ostatnio jednak na konferencji prasowej ktoś zapytał mnie właśnie o mistrzostwa. Odpowiedziałem, że fajnie byłoby, gdyby w finale zagrała Rumunia z Polską. I od razu nastroje poprawiły się na sali, a ja zyskałem plusa. Dlaczego Golański nie jest mistrzem Rumunii? Zajęliście tylko drugie miejsce. - Zwyczajnie zabrakło nam determinacji. Za wcześnie poczuliśmy się mistrzem, i to nas zmyliło. Zaczęliśmy w głupi sposób tracić punkty, dlatego jest to porażka tylko na własne życzenie. Ale pomijając sprawy sportowe, były też inne problemy. Sędziowie strasznie nas wykartkowali. W jednym meczu dostałem czerwoną kartkę, co było przedziwną decyzją. Kamery telewizyjne zarejestrowały, że to ja oddzielałem kłócących się zawodników, a nie sam brałem w tym udział. Odwoływaliśmy się od tej decyzji, ale wcale nie pozwolili mi grać. W innej sytuacji mój kolega z zespołu wypowiedział się dla prasy, że rywale grają dobrze, bo są zmotywowani przez naszych rywali do walki o mistrzostwo. I został za to przez związek zawieszony. To zaskakujące, bo do Polski docierały informację o korupcji, jakiej dopuścił się prezes Steauy. Jak to było? - Dowiedziałem się o tym z internetu. Prezes chciał finansowo zmotywować przeciwników CFR Cluj, z którym walczyliśmy o mistrzostwo, żeby nie odpuszczali w tym meczach. Wiadomo, że pieniądze mogły im pomóc w chęci wygrania takiego spotkania. W Rumunii taka praktyka jest na porządku dziennym. To normalne? - Jeśli mówi się o tym wprost, jeśli ktoś nie ukrywa tego, a nawet mówi o tym otwarcie w prasie, to jest do zaakceptowania. Oczywiście wolę, jeśli wszystko odbywa się w duchu sportu, a wszystko rozgrywa się tylko i wyłącznie na boisku. Nie porównywałbym jednak takiej metody do tego, co się dzieje w Polsce. To zupełnie co innego. Cieszysz się, że nie grasz już w Polsce? Ekstraklasa jest przesiąknięta korupcją. - Nie żałuję tego, że wyjechałem za granicę. Z dystansu obserwuję wszystko, co się dzieje w naszym kraju, i patrzę na to z zażenowaniem. Ale też ze smutkiem, bo żal mi Korony. Nie może być tak, że za błędy pojedynczych ludzi karze się całą społeczność. To jest niedopuszczalne. Mówiłeś, że Steaua jest tylko środkiem, a nie celem. Ale czy ostatnio ktoś wybił się z tego klubu do lepszego zespołu? - Ostatni przypadek to transfer do Ajaksu Amsterdam prawego obrońcy, na którego miejsce przyszedłem. Nie oznacza to jednak, że nie ma zainteresowania graczami zespołu. O jednego zawodnika walczyły Benfica ze Sportingiem, ale w końcu prezes nie dopuścił do transferu. W przypadku innego piłkarza zainteresowane wyłożeniem gotówki były trzy kluby angielskie. Ale tutaj też nie było pozwolenia, bo prezes chce mieć silną drużynę na Ligę Mistrzów. Nie obawiasz się, że w przypadku dobrej gry na Euro możesz... mieć później problemy z odejściem z klubu? - Na pewno to siedzi gdzieś w głowie. Ale jeśli ktoś będzie chciał mnie naprawdę kupić, to kupi. To jest tylko biznes. Rozmawiał: Tomasz Porębski (METRO)
|