Choć Larisa to nie tylko nie Glasgow, ale nawet nie Kraków, Maciej Żurawski w niewielkim greckim mieście czuje się coraz lepiej. Kapitan reprezentacji Polski w miniony weekend zdobył już czwartą bramkę po przenosinach do Hellady. - Gdybym został w Szkocji, pewnie dalej siedziałbym na trybunach. Być może straciłbym całkowicie szanse na wyjazd na mistrzostwa Europy - nie ma złudzeń w rozmowie z "Dziennikiem" odzyskujący formę piłkarz.
- Greckie media podają, że miał Pan wypadek samochodowy? MACIEJ ŻURAWSKI: - Mała stłuczka, nie ma o czym mówić. - To porozmawiajmy o piłce. Strzelił Pan w weekend czwartego gola w Grecji. Czy w Superleague gra się łatwiej niż w Scottish Premier League?
- Na pewno inaczej. Sędziowie gwiżdżą tutaj dużo i często. Dlatego obrońcy, by uniknąć fauli, zostawiają trochę więcej miejsca. Ale naprawdę nie uważam, by liga grecka była specjalnie łatwa. - Przyzwyczaił się już Pan do prowincjonalnej Larisy?
- Miasto jak miasto. Nie zapiera tchu w piersiach, ale znalazłoby się wiele gorszych miejsc do życia. Wiadomo, że nie jest to Kraków. Najważniejsze dla mnie jest, abym dobrze czuł się w zespole. A z tym nie mam żadnych problemów. - Nie żałuje Pan, że zmienił wielki Celtic grający w Lidze Mistrzów na mały klubik w Grecji?
- Gdybym został w Szkocji, pewnie dalej siedziałbym na trybunach. Może raz na jakiś czas dostawałbym szansę na kilkuminutowy epizod. Być może straciłbym całkowicie szanse na wyjazd na mistrzostwa Europy. A tu gram regularnie, zdobywam wiele bramek, wszystko idzie w dobrym kierunku. |