Po losowaniu par ćwierćfinałowych i półfinałowych Pucharu Grecji niemal wszystkie sportowe media spod Akropolu ogłosiły, że w marcu czeka nas przedwczesny finał Panathinaikos - PAOK. Po rozegranych w tygodniu pierwszych meczów ćwierćfinałowych wiemy, że do takiego spotkania nie dojdzie. Wszystko za sprawą PAOK, który uległ 0-4 w straciu z niedocenianą PAS Gianniną.
W ćwierćfinałach Pucharu Grecji obowiązuje zasada znana z Wysp Brytyjskich. O awansie do półfinału decyduje jeden mecz, dopiero w przypadku remisu rozgrywane jest drugie spotkanie na boisku rywala i tam ewentualnie może dojść do dogrywki lub rzutów karnych. W meczach rozegranych w tym tygodniu taka konieczność nie zaszła. W środę Panathinaikos bezproblemowo ograł na własnym boisku trzecioligową Kalitheę Ateny 2-0 i w półfinale zmierzy się ze wspomnianą ekipą PAS Giannina.
Wtorkowy mecz w stolicy Epiru miał zdecydowanego faworyta. Był nim oczywiście salonicki PAOK, który w lidze spisuje się znakomicie notując serię 8 meczów bez porażki i bez straty gola i walczy o mistrzostwo. Z kolei PAS Giannina boryka się z ogromnymi problemami i zaciekle walczy o utrzymanie w Superleague.
W zapowiedziach przedmeczowych z obozu PAOK słychać było, że drużyna w tym sezonie mierzy w dublet. Trener Santos wystawił w meczu przeciwko Epirczykom najsilniejszy skład, więc o lekceważeniu przeciwnika nie miało być mowy. Tymczasem w 8 minucie spotkania Dimbala odczarował bramkę Chalkiasa i gospodarze prowadzili 1-0. Dimbala otrzymawszy podanie w pole karne ośmieszył trzech obrońców PAOK i silnym strzałem między nogami Chalkiasa dał prowadzenie dla zespołu PAS. Gospodarze poszli za ciosem i w 24 minucie po centrze w pole karne i główce Kousasa zrobiło się 2-0. Nie będzie mile wspominał tego meczu polski obrońca Mirosław Sznaucer, który niefortunnie interweniując w 43 minucie wepchnął piłkę do własnej siatki tuz przy słupku wyręczając Dimbalę bedącego tuż obok. Reprezentant Konga miał zresztą swój dzień tego wieczoru, gdyż w 80 minucie potężnym uderzeniem pod poprzeczkę dobił „Tyrana Północy”, ustalając wynik na 4-0.
Porażkę PAOK należy rozpatrywać jako spora niespodziankę, zaś jej rozmiary jako sensację. Seria bez straty gola przez Saloniczan musiała się skończyć. Boleśnie, bo kosztem odpadnięcia z Pucharu Grecji, jednak PAOK wciąż walczyć będzie o mistrzostwo, a w lidze nikt obrońców PAOK nie pokonał od trzech miesięcy.
Z kolei dla epirczyków otwiera się szansa na największy sukces w historii klubu. W lidze dwukrotnie kończyli rozgrywki na 5 miejscu, ale było to w latach 70-ych. W Pucharze Grecji 3 lata temu jeszcze jako drugoligowiec wyeliminowali sensacyjnie w ćwierćfinale Olympiakos ulegając w półfinale późniejszemu triumfatorowi Larisie. Teraz znów są w półfinale, gdzie zagrają z „koniczynkami”. Ale skoro drużyna PAS rozstrzelała faworyzowany PAOK, to dlaczego nie mogłaby powtórzyć tego w meczu z Panathinaikosem. Łatwo ekipie Cisse i spółki na pewno nie będzie. Przynajmniej nie tak łatwo jak w meczu z Kalitheą. Trzecioligowcy długo trzymali się dzielnie w meczu na stadionie olimpijskim w Atenach. Sprowadził ich na ziemię Salpigidis w 51 minucie dobijając wybroniony strzał oddany przez Leto. Drugi gol to bramka samobójcza w końcówce meczu. Silnie bita piłka przez Karagounisa trafiła w nogi obrońcę gości Arkoudasa i wpadła do siatki.