Rozmawiam z marzącym o grze w reprezentacji Polski, 22-letnim Kristijanem Boskovskim. Kiedyś chciały go takie kluby jak Bayern czy Aston Villa, dziś bliżej mu jednak do angażu w warszawskiej Polonii...
Wojtek Przybylski: Dla większości polskich kibiców jesteś postacią anonimową. Zanim porozmawiamy o piłce, opowiedz nam najpierw o swojej rodzinie. Co łączy Cię z Polską?
Kristijan Boskovski: Moja mama jest Polką. Pochodzi z okolic Łodzi. W latach 80-tych podczas wakacyjnego pobytu w Bułgarii poznała mojego tatę, zakochała się w nim i zdecydowała o przenosinach do Macedonii. W Skopje żyją wspólnie już od 25 lat. Wydali na świat w sumie trójkę dzieci - mam młodszego brata i starszą siostrę, która w tym roku skończyła studia na warszawskiej SGH.
WP: Brat poszedł Twoimi śladami?
KB: Początkowo tak - Mario miał spory talent bramkarski, grał w Rabotnicki i Vardarze, wystąpił nawet parę razy w juniorskiej reprezentacji Macedonii. Ostatecznie jednak, za namową mamy, postawił na edukację - cieszę się bardzo z tego powodu, dzięki temu nie będzie musiał przechodzić tego samego co ja...
WP: No właśnie - skupmy się teraz na Tobie. Na początek powiedz na jakiej grywasz pozycji i jakie są Twoje najsilniejsze strony?
KB: Trenerzy od najmłodszych lat wystawiali mnie w przedniej formacji. Jestem szczupły, szybki, a do tego świetnie wyszkolony technicznie, dlatego najczęściej grywam na skrzydle, lub jako cofnięty napastnik - w zależności od założeń taktycznych w danym meczu.

WP: Ok. Przedstaw nam proszę teraz w paru zdaniach swoje piłkarskie CV...
KB: Pierwsze piłkarskie kroki stawiałem w wieku 7 lat w barwach Madzari Solidarnost. W tym klubie jako nastolatek zadebiutowałem w macedońskiej Prvej Lidze. Dalsze doświadczenie zbierałem na wypożyczeniu w FK Skopje. Zaliczyłem też krótki epizod w Makedoniji Gjorce Petrov, gdzie poznałem Filipa Ivanovskiego, doskonale znanego polskim kibicom. Przełomowym momentem w mojej karierze był transfer do najlepszego w owym czasie macedońskiego klubu - Rabotnicki Kometal Skopje. Jako 19-latek zaliczyłem tam w sumie 21 występów, w których zdobyłem aż 18 bramek...
WP: Wyborna statystyka! Zastanawia mnie tylko mała liczba występów w ciągu kilku sezonów gry... To przez kontuzje?
KB: Ależ skąd. Sam wiesz doskonale, jak bardzo skorumpowana jest piłka na Bałkanach... Od zawsze rządziły nią układy i tak było i tym razem. W klubie doszło do zmiany trenera, który odsunął mnie od składu i zaczął promować swoich pupili. W tym momencie postanowiłem zrobić wszystko żeby zmienić drużynę.
Nawiązałem współpracę z pewnym zagranicznym menedżerem, któremu udało się zainteresować moją osobą takie kluby jak Bayern Monachium, Aris Saloniki, Manchester City czy Aston Villa. Otrzymałem nawet kilka konkretnych ofert jednak działacze Rabotnicki zażądali za mnie zaporowej sumy i do transferu nie doszło... Niestety musiałem się więc jeszcze trochę pomęczyć w Macedonii, do momentu wygaśnięcia kontraktu. Jak tylko stałem się wolnym zawodnikiem, postanowiłem uciec jak najdalej od tego chorego środowiska...
BF: Wybrałeś Anglię. Czemu akurat ten kierunek?
WP: Anglia jest kolebką futbolu, od zawsze marzyłem aby spróbować tam swych sił i dopiąłem swego. W sierpniu 2008 roku zaczepiłem się w Northampton, w którym niestety tkwię do dziś...
BF: Nie podejrzewam Anglików o korupcję czy jakieś szemrane układy, więc zapewne Twój rozwój zahamowała kontuzja...
KB: Dokładnie. Po rozegraniu kilku meczów towarzyskich przytrafiła mi się ciężka kontuzja - uszkodziłem więzadła kolanowe, przez co kolejne 12 miesięcy spędziłem na leczeniu tego urazu. Po długiej rehabilitacji wróciłem do normalnych treningów pod koniec września. Do końca roku chciałbym spokojnie odbudować swoją formę i być może rundę wiosenną spędzę już w lepszym klubie. Moim celem jest Aston Villa, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że na angaż w czołowym klubie Premiership będę musiał jeszcze trochę poczekać... Bardziej prawdopodobne jest to, że rundę wiosenną spędzę w polskiej Ekstraklasie.
WP: A to ciekawe! Mógłbyś powiedzieć nam więcej na ten temat?
KB: Oczywiście. Jestem w stałym kontakcie z kierownikiem warszawskiej Polonii, Tadeuszem Fajferem. Niebawem wylatuję do Polski, aby przeprowadzić wstępne rozmowy na temat swojej ewentualnej przyszłości w tym klubie. Póki co jednak najważniejsze jest dla mnie zdrowie i spokojne szlifowanie formy. Do końca roku z pewnością zostanę w Anglii, a potem zobaczymy...
WP: Szczerze mówiąc, nie jestem pewien czy ewentualna gra w Polonii byłaby dobrym ruchem z Twojej strony, biorąc pod uwagę częste roszady trenerskie w tym klubie... Jedno jest jednak pewne - dobre występy w polskiej Ekstraklasie zbliżyłyby Cię pewnie do polskiej reprezentacji, a o tym że marzysz o grze z orzełkiem na piersi mówiłeś już głośno w grudniu zeszłego roku. KB: Racja - chciałbym kiedyś zagrać w "biało-czerwonych" barwach. Z tego co wiem w reprezentacji rozpoczęła się zmiana pokoleniowa - mam nadzieję, że nowy selekcjoner, ktokolwiek nim będzie, da mi szansę debiutu - o ile oczywiście będę w optymalnej formie. Niedawno zakończone eliminacje pokazały, że linia ataku naszej kadry wymaga wzmocnień. Nowy trener z pewnością będzie sprawdzał kolejnych kandydatów do gry w tej formacji i mam nadzieję, że uda mi się trafić do tego grona. WP: A co jeśli pierwsi zgłoszą się po Ciebie Macedończycy? KB: Będę musiał się poważnie zastanowić. Z jednej strony praktycznie całe życie spędziłem w Macedonii, ale z drugiej - wychowywany byłem w kulturze katolickiej, w domu rozmawialiśmy dużo po polsku, wakacje spędzałem często u dziadków pod Łodzią... Podjęcie ewentualnej decyzji nie będzie łatwe, ale w tym momencie nie zawracam sobie tym głowy. W życiu każdego człowieka, a tym bardziej piłkarza najważniejsze jest zdrowie i nie skupiam się teraz na niczym innym jak na rehabilitacji i powrocie do wysokiej formy...
 |
szkoda, ze nie jest napisane o jego silniejszej nodze, ale i tak mozna sie domyslec,ze bylby duzym wzmocnieniem dla naszej reprezentacji.