Mimo, że nie gra od sześciu miesięcy, z 18 golami na koncie ciągle plasuje się w czołówce najskuteczniejszych strzelców Bundesligi. Wyprzedza go jedynie czwórka zawodników. Możnaby go uznać "winowajcą" niekorzystnej serii wyników Hoffenheimu na wiosnę. W porównaniu do jesieni, postawa drużyny jest bowiem fatalna - wszystko przez kontuzję kolana, która wyłączyła z gry do końca sezonu bohatera dzisiejszego wywiadu, Vedada Ibisevića. Do dziś w drużynie beniaminka ligi niemieckiej nie znalazł się zawodnik, który z równie imponującą regularnością trafiałby do siatki przeciwników.
Reprezentant Bośni i Hercegowiny spędził ostatnie kilkanaście dni w Sarajawie, załatwiając różne prywatne sprawy. Znalazł też chwilę czasu na rozmowę z redaktorem dziennika "San"...
- Kiedy grałem regularnie, myślałem jedynie o futbolu. Nie miałem czasu na nic innego oprócz treningów, podróży klubowym autokarem i występów w lidze. Po odniesieniu kontuzji nadarzyła się okazja, aby załatwić te sprawy, które w żaden sposób nie są związane z piłką nożną - mówi Ibisević.
- Kibice reprezentacji oraz Hoffenheimu z niecierpliwością wyczekują Twego powrotu. Wybiegniesz na murawę jeszcze w tej rundzie? - Na pewno nie. Nie ma sensu się z tym spieszyć. Hoffenheim zajmuje obecnie taką pozycję w tabeli, która nie wymaga mojego pilnego powrotu. Wszyscy w klubie pogodzili się już po prostu z tym, że straciliśmy szanse na awans do europejskich pucharów.
- Trenujesz już z zespołem? - Nie, ciągle ćwiczę indywidualnie. Udział w jakichkolwiek gierkach z kolegami z drużyny byłby zbyt ryzykowny.
- Czy atmosfera w klubie pogorszyła się jakoś drastycznie po serii ostatnich słabszych wyników? - Nikt nie wywiera na nas takiej presji, jak w innych klubach, czy w innych uznanych ligach europejskich, gdzie "lecą głowy" już po dwóch, trzech porażkach z rzędu. Wiadomo, że ani prezes Hopp, ani trener Rangnick nie są zadowoleni z naszej postawy, ale jednocześnie nie odczuwa się żadnej paniki...
- Chodzą słuchy, że nowym trenerem zespołu zostanie wkrótce Jurgen Klinsmann. Jak bardzo jest to realne? - Szczerze mówiąc, również przeczytałem gdzieś tę informację, ale nie będę jej w żaden sposób komentować. Z tego co wiem, trener Rangnick nie myśli o rezygnacji.
- Porozmawiajmy może o reprezentacji. Weźmiesz udział w czerwcowym zgrupowaniu przed meczem towarzyskim z Omanem?
- Raczej nie. Pojawię się na zgrupowaniu dopiero wtedy, kiedy będę czuł się na siłach i odbuduję dawną formę. Póki co, myślę jedynie o tym aby solidnie przeperacować okres treningowych podczas przerwy międzysezonowej.
- Czyli latem nie planujesz żadnych wakacji? - Wakacje będą, ale raczej krótkie. Planuję wrócić do Bośni na kilka dni, żeby odwiedzić rodzinę i spędzić trochę czasu z przyjaciółmi. Potem poświęcę się jedynie treningom i szlifowaniu formy na nowy sezon.
- A co sądzisz o szansach Bośni i Hercegowiny na historyczny awans do Mistrzostw Świata? - Zostały nam do rozegrania jeszcze cztery trudne spotkania. Może niektórym wyda się to dziwne, ale według mnie najtrudniejszy mecz czeka nas w Armenii. Oczywiście wierzę w zespół i sądzę, że wywalczymy prawo do gry w barażu.
- Najpierw baraż, a potem... - Żaden z fachowców nie przypuszczał, że to Bośniacy będą "rządzić" w tym sezonie Bundesligą. Jestem dumny z postawy moich przyjaciół - Dzeko, Misimovića, Salihovića, Bajramovića, i sądzę, że wspólnie zdołamy pokonać ewentualnego rywala w barażu, a tym samym po raz pierwszy w historii naszego futbolu zagramy na upragnionych Mistrzostwach Świata.
Źródło: "San"
 |