Najlepszy strzelec Crvenej Zvezdy w tym sezonie, Dejan Lekić, jeszcze pół roku temu występował w trzeciej lidze - nie tracił jednak nadziei, że jego kariera nabierze w końcu rozpędu... Dziś ma już za sobą debiut w reprezentacji Serbii.
- Mając 23 lata grałem jeszcze w 3.lidze. Nie załamywałem się tym jednak i robiłem swoje - pracowałem ciężko na treningach. Nie było łatwo, ale to jest mój zawód, moje przeznaczenie. Nie potrafiłbym robić nic innego - mówi w wywiadzie udzielonym agencji Beta, 24-letni Lekić.
Wysoki (mierzący 193cm) napastnik trafił do Zvezdy w najtrudniejszym momencie w historii tego utytułowanego klubu. Dług przekraczał 20 mln euro, członkowie zarządu odchodzili jeden po drugim, a atmosfera w klubie i rezultaty były oczywiście fatalne.
- Oczekiwania wobec mnie były spore. Na początku było ciężko - mało kto wierzył, że klub uda się wyciągnąć z tego kryzysu. Szczerze mówiąc, nawet ja w to powątpiewałem...
"Crveno-beli" jednak rundę jesienną Superligi zakończyli na pierwszym miejscu w tabeli, z przewagą trzech punktów nad odwiecznym rywalem i aktualnym mistrzem kraju, Partizanem Belgrad.
- Pokazaliśmy, że zmierzamy w dobrym kierunku. Jestem też zadowolony ze swojej gry, choć wiem że stać mnie na więcej. Do dalszego rozwoju potrzeba mi jeszcze kolejnych gier, treningów, ale najważniejsze że przez te ostatnie miesiące nabrałem doświadczenia, odwagi i wiary we własne możliwości - mówi Lekić, który powoli przywyka do gry w wielkim klubie.
- Wiadomo jak niska frekwencja jest na większości serbskich obiektów. Grywałem tu i tam, ale kiedy wkroczyłem na stadion Zvezdy przeżyłem po prostu szok... Pamiętam swój debiut na Marakanie, graliśmy z Rudarem (Velenje - przyp. red.). Na mecze moich poprzednich drużyn przychodziło jakieś 100 osób, a tu - cała masa fanatyków, 20 tysięcy rozśpiewanych gardeł!!! Dosłownie nogi mi się trzęsły...
VIDEO: Crvena Zvezda vs Rudar Velenje - oprawa meczu
Pierwsze występy Lekića, delikatnie mówiąc, nie zapowiadały świetlanej przyszłości. W kwalifikacjach do Ligi Europy najpierw Zvezda ograła dwukrotnie słoweński Rudar. Następnie przyszła wyjazdowa porażka z Dinamo Tbilisi (0:2).
- W Gruzji wszyscy zawiedliśmy. Może to przez strach, presję - nie wytrzymaliśmy tego. Nie byliśmy jeszcze ze sobą zgrani. Kończył się dopiero okres przygotowawczy. Ja dopiero co przyszedłem z trzeciej ligi, nie miałem nawet tygodnia przerwy - od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Nie było lekko...
Nowy nabytek Zvezdy nie potrafił zdobyć gola w swych trzech pierwszych meczach, mimo że rywale nie byli z najwyższej półki. Presja zaczynała więc narastać. W 3.minucie rewanżowego meczu z Gruzinami na Marakanie Dejan trafił w końcu do siatki - szkoda tylko że do własnej...
- Mieliśmy tydzień żeby zapomnieć o porażce w Tbilisi. Musieliśmy to wszystko wytrzymać. Dzień przed rewanżem, wziąłem udział w konferencji prasowej razem z trenerem Vladimirem Petrovićem. Pełna sala dziennikarzy, 20 kamer. Wszyscy pytają kiedy zdobędę swą pierwszą bramkę. I w tym momencie stało się to do czego nie powinienem był dopuścić - zamiast na dobrej grze, swe myśli skupiłem na przełamaniu swojej strzeleckiej niemocy - ujawnia chłopak z Kraljeva.
- Kiedy wybiegłem na boisko, dopiąłem swego - zdobyłem gola ... ale samobójczego. Wszystko zaczęło mi nagle przemykać między oczami. Dziennikarze, klubowi działacze, kibice... Poczułem się fatalnie i chciałem się zapaść pod ziemię. To był najcięższy moment w mojej karierze... Ale chwilę potem, kiedy wznawialiśmy grę od środka, powiedziałem sobie: "Dejan - masz jeszcze całe 90 minut, weź się chłopie w garść!" I ten mecz zakończył hattrickiem! Trzeci gol Dejana padł w 88.minucie. Zvezda wygrała spotkanie 5:2 i awansowała do kolejnej rundy kwalifikacji. Kolejnym przeciwnikiem była Slavia Praga, która okazała się zbyt silna. Te mecze pucharowe dodały jednak zawodnikom pewności siebie przed rozpoczęciem sezonu 2009/2010 ligi serbskiej. M.in. dzięki temu rundę jesienną zakończyli na pierwszym miejscu w tabeli. Bramki przyniosły Lekićowi również niespotykaną dotąd popularność (wywiad ten był kilkukrotnie przerywany ze względu na młodych fanów Dejana i ich rodziców, którzy prosili go o wspólne zdjęcie).
- Do tej pory mogłem spokojnie chodzić sobie po ulicy nie będąc przez nikogo zaczepianym. Występy w Zveździe zmieniły ten stan rzeczy o 180 stopni - ciągle jestem zatrzymywany i proszony o zdjęcie czy autograf. Wszystko to spadło na mnie tak nagle... Codziennie masa telefonów, wiadomości, różnych obowiązków - powoli staram się do tego przywyknąć.
Popularność ma też swoje złe strony.
- Na początku obserwowałem też komentarze o mojej grze wypisywane przez kibiców w internecie... "Ma dwie lewe nogi", "niech wraca z powrotem do 3.ligi", "patrzcie go, drugi Barkos" (transferowy niewypał - przyp. red.). Bolało mnie to oczywiście. Znam swoją wartość, nie podobały mi się tego typu porównania. Ale najwidoczniej każdy zawodnik musi w końcu przez to przejść - twierdzi Lekić, gracz z "dwoma lewymi nogami", który podczas jesiennego meczu towarzyskiego przeciwko Irlandii Północnej zadebiutował w reprezentacji Serbii.
- Nawet o tym nie śniłem! Przed rokiem, kiedy grał w 3.lidze, mecze reprezentacji w kwalifikacjach do MŚ oglądałem ze znajomymi przed telewizorem. Nie mogłem uwierzyć kiedy otrzymałem powołanie. Cieszę się że mam możliwość trenować, rozmawiać, otrzymać cenne wskazówki od tych wszystkich znakomitych zawodników. Szybko znalazłem z nimi wspólny język - to przecież zwykli ludzie z krwi i kości.
Dobre występy nie umknęły uwadze wysłanników wielu znanych europejskich klubów, jednak Lekić nie myśli jeszcze o opuszczeniu ojczyzny.
- Wiem że pytały o mnie jakieś kluby, znajduję się pod ich obserwacją. Na razie jednak nie zawracam sobie tym głowy - wszelkie moje ambicje związane są z Crveną Zvezdą. Najpierw chciałbym wywalczyć jakieś trofea, a potem ewentualnie - w przypadku jeśli klub zechce mnie sprzedać - rozważę zagraniczne propozycje. Jestem tutaj żeby ciężko pracować i słuchać swoich przełożonych - zakończył z pokorą Lekić.
Kariera tego rosłego napastnika przypomina nieco losy "naszego" Kuby Błaszczykowskiego. Podobnie jak on trafił do największego klubu w kraju z 3.ligi, błyskawicznie wywalczył miejsce w pierwszej 11-ce i w krótkim czasie doczekal się debiutu w reprezentacji. Jeśli tylko w rundzie wiosennej utrzyma swoją wysoką formę, latem zobaczymy go najprawdopodobniej na MŚ - jako zmiennika bardziej doświadczonego Nikoli Zigića.
Losy Lekića są więc kolejnym dowodem na to, że wielka determinacja i ciężka praca nigdy nie idą na marne - prędzej czy później każdy wysiłek przynosi korzyści.