Dzięki uprzejmości Biura Prasowego Zagłębia Lubin, dwójka współpracowników BF (Kamil i Piotr) miała okazję przeprowadzić ekskluzywny wywiad z golkiperem "miedziowych" Bojanem Isailovićem. Rozmowa odbyła się 11 maja, po meczu lubinian z Koroną. Bojan opowiedział nam m.in. o tym jak ocenia Ekstraklasę na tle ligi serbskiej czy tureckiej, co mówi się o polskim futbolu w Serbii i co będzie największą bronią reprezentacji "Białych Orłów" na MŚ w RPA.
- Co wiedziałeś o polskim futbolu przed przyjazdem do Lubina?
- Powiem szczerze, że nie wiedziałem zbyt wiele. Słyszałem o trzech największych klubach. Myślę o Legii, Wiśle i Lechu. Oprócz tego znałem te informacje, które przekazali mi moi koledzy, którzy grali w Polsce w przeszłości, bądź grają obecnie, tj. Stanko Svitlica, Mirko Poledica i Mitar Peković. Sporo opowiadał mi mój bardzo dobry kolega, z którym grałem w Serbii – Sreten Sretenović, a to były już wiadomości z pierwszej ręki (Sretenović grał w Zagłębiu, przyp. KG). Trochę dowiedziałem się od Serbów grających w konkurencyjnych klubach, np. od Aleksandra Vukovicia, Vuka Sotirovicia, co było bardzo zabawne, bo Vuk gra w największym rywalu Zagłębia – Śląsku Wrocław. Nie miałem żadnych problemów z poznaniem szczegółów, bardzo szybko się doinformowałem.
- Jak oceniasz polskich bramkarzy? Mamy kilku prawdziwych fachowców na tej pozycji, ale najlepsi w lidze są cudzoziemcy.
- Mówiąc ogólnie jestem bardzo zadowolony z poziomu bramkarzy w Polsce, zarówno cudzoziemców jak i Polaków. Wiedziałem, że polscy bramkarze są bardzo dobrzy, spodziewałem się dużej konkurencji, więc tym bardziej jestem zadowolony, że dobrze mi się układa w Zagłębiu.
- W wielu wywiadach komplementujesz Ekstraklasę. To bardzo ciekawe, szczególnie, gdy pochwały padają z ust piłkarza, który grał w lidze tureckiej i w jednym z najlepszych serbskich klubów.
- Często byłem pytany o ocenę polskiej ligi w porównaniu do serbskiej i tureckiej, raczej nie pytano mnie o ocenę Ekstraklasy jako takiej. Nie powiedziałbym na pewno, że jest najlepsza i najsilniejsza na świecie. W zestawieniu z rozgrywkami w Serbii i Turcji na pewno góruje lepszą organizacją i warunkami jakie mają do dyspozycji piłkarze w klubach. Jednak dużym minusem polskiej ligi, co zresztą mnie dziwi, jest fakt, ze największe polskie kluby nie kwalifikują się do europejskich pucharów.
- A co mówi się o polskim futbolu w Serbii?
- Hmm..nie będę koloryzował. Mówi się i dobrze i źle. Negatywny komentatorzy to głównie osoby, które miały okazję podróżować do Polski jeszcze w czasach komunizmu. Ci, którzy doceniają polski futbol, zazwyczaj byli w waszym kraju później i mieli okazję zauważyć, że piłka nożna w Polsce ciągle się rozwija. Najlepszym dowodem jest przyznanie Polsce prawa do organizacji Mistrzostw Europy w 2012 roku. To wyróżnienie Polski również wywołuje niekiedy zawistne komentarze w moim kraju. Są jednak w Serbii i ludzie, którzy bardzo chwalą polską piłkę i są to zazwyczaj osoby, które na poważnie śledzą tutejsze rozgrywki i mają informacje z pierwszej ręki, m.in. od serbskich piłkarzy występujących w Polsce. Przed samym podpisaniem umowy przyjechałem do Polski na cztery dni by ocenić warunki jakie mnie czekają i ocenić, czy informacje jakie zdobyłem są prawdziwe. Wszystkie pochlebne opinie jakie otrzymałem od kolegów znalazły potwierdzenie w rzeczywistości.
- Dlaczego wybrałeś Zagłębie? Mówiło się o ofercie ze strony Partizana. Czyżby zadecydowała twoja przeszłość w Crvenej Zveździe?
- To także był jeden z argumentów. W Crvenej Zveździe spędziłem 14 lat i mój transfer do Partizana z pewnością nie przypadłby do gustu kibicom czerwono-białych. Z drugiej strony oferta Zagłębia była najszybsza, najbardziej konkretna i działacze z Lubina wykazali się największą cierpliwością. Chciałem szybko ustalić, gdzie będę grał w drugiej części sezonu, by móc normalnie przepracować okres przygotowawczy. Miałem oferty z niemal połowy drużyn serbskiej Superligi, w tym z Partizana. Zainteresowanie wykazywały kluby tureckie, bardzo konkretną ofertę , choć bardzo późno, przedstawił Spartak Nalczyk.
- Mówiło się też o ofertach z Grecji.
- Z Grecji owszem, było zainteresowanie, ale nie było konkretnej oferty. Myślę tu chociażby o oficjalnym faksie do klubu, który pokazałby, że jest konkretna propozycja transferu. Nie było tego rodzaju potwierdzenia zainteresowania z Grecji. Pojawiła się również oferta ze strony Realu Saragossa. Hiszpanie mieli jednak wtedy spore problemy kadrowe, wymieniali wielu zawodników, jednocześnie próbując kupić nowych piłkarzy. W orbicie ich zainteresowań było kilku bramkarzy. Nie chciałem stracić ofert, które miałem wcześniej czekając na decyzję z ich strony, dlatego szybko odrzuciłem transfer do tej drużyny. Na ostateczny wybór miało wpływ wiele czynników. Brałem pod uwagę ambicje drużyny. Należy pamiętać, że Zagłębie nie tak dawno zdobyło mistrzostwo Polski. Później wprawdzie zdarzył się spadek, ale klub błyskawicznie wrócił do elity i trudno odmówić władzom klubu sporych ambicji. Warunki, jakie mają zawodnicy w Lubinie również są bardzo dobre. Zagłębie to świetne miejsce na regularną grę, a to było dla mnie bardzo ważne w kontekście walki o miejsce w reprezentacji. Gdybym wybił się z rytmu meczowego, byłoby mi bardzo trudno utrzymać miejsce w kadrze.
- Twoi koledzy z Cukarickiego Stankom mogą spaść z Superligi (wywiad przeprowadzony przed zakończeniem sezonu w Serbii).
- Tak, mogą, ale cała drużyna daje z siebie wszystko i ostatnie rezultaty pozwalają mieć nadzieję, że jednak nie spadną.
- Piłkarze z Serbii coraz częściej przyjeżdżają grać w piłkę w Polsce. Dlaczego ma to miejsce tak późno?
- Ma to związek z tym, o czym mówiłem wcześniej, z niedoinformowaniem środowiska piłkarskiego na temat polskiego futbolu. Piłkarze, którzy mają okazję zasięgnąć informacji z pierwszorzędnych źródeł często są zadowoleni z warunków jakie czekają na nich w waszym kraju.
- Czytałem artykuł pewnego angielskiego dziennikarza, który postawił tezę, że największą wadą bałkańskiego futbolu zawsze był brak klasowych bramkarzy. Co o tym sądzisz?
- Jeżeli pisał to Anglik, to powinien skupić się na swoich rodakach. Wyspiarska szkoła bramkarzy to zupełnie co innego niż reszta kontynentu. Jeśli chodzi o Serbię, to nie zgodziłbym się z nim. Faktem jest, że brakuje nam dobrych trenerów bramkarzy, ale to nie znaczy, że nie mamy ich wcale. Kluczem do sukcesu może być zwiększenie pracy z młodymi golkiperami. To mogłoby dać lepsze efekty w przyszłości.
- Jaka jest twoja wymarzona liga w Europie?
- Myślę, że najbardziej lubię hiszpańską piłkę. Popatrzmy na przykład na Barcelonę. Po fantastycznym sezonie nie zdołała wprawdzie dojść do finału Ligi Mistrzów, ale kolejny raz pokazała kawał bardzo dobrego futbolu.
- Czego oczekujesz po Mistrzostwach Świata w RPA? Czy myślisz, że Serbia może stać się czarnym koniem imprezy?
- Zacznę od tego, że ogromnym sukcesem było dla nas zakwalifikowanie się do głównego finału. Nie zamierzamy jednak pojechać do Afryki na wycieczkę. Myślę, że kluczowy będzie pierwszy mecz przeciwko Ghanie. Jeżeli zdołamy zwyciężyć, a na to liczymy, to stworzymy sobie wspaniałą okazję na wyjście z grupy. Bardzo ważne będzie wygrywanie od samego początku, by przed ostatnią serią spotkań grać o prestiż i pierwsze miejsce w grupie, a nie walczyć o awans. Myślę, że największą bronią naszej drużyny jest jedność. Mamy gwiazdy, takie jak Vidić, Stanković czy Ivanović, ale kadra nie dzieli się na supergwiazdy i mniej wartościową resztę. Zarówno na boisku jak i poza nim pomagamy sobie nawzajem. Jeżeli w trakcie turnieju uda nam się podtrzymać atmosferę, możemy wypaść bardzo dobrze. Umiejętności to nie wszystko, gra w turnieju wymaga szczęścia. Na razie dopadł nas pech, bo nie zagra Ivica Dragutinović, a kłopoty zdrowotne miał też Danko Lazović. Mimo to, myślę, że jesteśmy w stanie dobrze zaprezentować się w RPA.
Wywiad przeprowadzili: Kamil Gronowski & Piotr Pokorski
 |